RDZA NA ULICACH SÖDERMALM

Kocham samochody za ich piękno. Linię karoserii, oryginalny odcień lakieru oraz co oczywiste, historię, jaka kryje się za danym modelem lub marką. Spacerując po ulicach sztokholmskiego Södermalm codziennie natykam się na motoryzację przez duże M. Nie mam tutaj na myśli Bugatti typ 35 czy Mercedesa W196, ale samochody pokroju Forda A z lat ’30, poprzez perły szwedzkiego przemysłu motoryzacyjnego, aż po lśniące klasyki z Włoch i Niemiec (wszystko w wersji daily driver). Podobnie jak typowego carspottersa ucieszy na Instagramie Bugatti Veyron, tak mnie cieszy Garbus z lat ’60, na którego można się natknąć w każdym zakątku Södermalm.

vw1500

VW1500

 

Gdy chodzi o motoryzacyjny charakter szwedzkich ulic, widać odzwierciedlenie społeczeństwa – mimo ogólnego dobrobytu Szwedzi nie należą do zbyt rozrzutnych. Na ulicach nie królują zatem samochody pokroju S-klasy. Nie oznacza to, że nie uświadczymy drogich, luksusowych aut. Należy mieć jednak na uwadze, że często ich kierowcami nie są „prawdziwi” Szwedzi, lecz ludzie wyznający jakże bliską Polakom filozofię „postaw się, a zastaw się”.

FullSizeRender_1

Batmobil Ferrari 430

Kraj spod znaku śledzia i łosia (bynajmniej nie SuperKtosia) nie odstaje motoryzacyjnie od większości bogatych europejskich stolic. Dostrzec można jednak charakterystyczną dla Skandynawów powściągliwość – nie widać parcia na posiadanie SUV-a, BMW 7 czy S-klasy, chociaż czasem przemknie obok nas nowy Aston, Ferrari, Bentley czy Lamborghini. Na ulicach dominuje klasa średnia – wszelkiego rodzaju Volvo, kompakty premium z grupy VAG, małe Mercedesy, ale też sporo nowych BMW od 1 do 5 serii. Mogę zgodzić się, że nowe samochody mają swoje atuty, jednak ja szukam w samochodach czegoś więcej. Duszy. I znajduję ją nie w „bezpłciowych wozidełkach”, jakich pełno na ulicach Sztokholmu, ale w klasykach – zarówno „young-” jak i „oldtimerach”.

volvoduetto

Volvo Duetto

Chociaż, tutuaj uwaga na marginesie, gdy widzę nowe Ferrari nie wzdryga mną jak Złomnika, który w pojedynku Ferrari 488 vs. Daf 44 zawsze wybierze to drugie. Ja wybrałbym Ferrari, ale w tym wpisie bardziej stawiam na hipsterską fantazję.

mb107

Mercedes 300sl

Ze względu na dekadę, w której się urodziłem, najbardziej podobają mi się samochody z lat ’80 i to za nimi rozglądam się na ulicach Södermalm, na którym mieszkam. „Południowa wyspa” jest zielonym miejscem z wieloma parkami i pięknymi zakątkami. Z jednej strony otoczona jest morzem, z drugiej jeziorem – trzecim co do wielkości w Sverige. To też najbardziej hipsterska i rozrywkowa dzielnica Sztokholmu z uwagi na wiele klubów, restauracji i kawiarni, które szczególnie w piątkowe noce zdają się nie zasypiać.

chrysler300

Chrysler 300

Spektrum „klasyków” parkujących na ulicach i pojawiających się pod modnymi miejscami jest naprawdę szerokie. Od krzykliwych produktów Made in USA (o tym, skąd zamiłowanie do amerykańskich krążowników może kiedy indziej), po niewymuszoną elegancję i harmonię brytyjskich kocich linii których sam jestem fanem (o których również innym razem). Najbardziej rzucają się w oczy lśniące, wręcz ociekające chromem amerykańskie gabloty. Począwszy od zabytków z lat ’50, kończąc na popkulturowych Mustangach, Corvettach oraz muscle carach. Oczywiście, jest też sporo limuzyn Mercedesa – od lat ’50 po ’80, głównie S-klasy i pochodne. Zdarzają się również Alfy z lat ’60, ’70 i ’80. Zdecydowana większość samochodów jest w stanie konkursowym i nie mam tutaj na myśli popularnej w ostatnich latach kategorii „barn find”, ale bliską Concours d’Elegance dbałość o szczegóły.

corvettc1

Corvette C1

Ten wpis miał jednak być o rdzy i właśnie tu ona się pojawia. Na ulicach stoją zaparkowane zabytki z lat ’50, ’60, ’70 czy ’80 w stanie dalekim od idealnego. Jeśli jednak myślimy w tym momencie o ulicach polskich miast, na których dogorywają porzucone bądź zaniedbane samochody, niezdolne do poruszania się, musimy zweryfikować wizję. Sztokholmska „rdza” to samochody użytkowe, jeśli nawet nie na co dzień, to jako hipsterskie pojazdy do poruszania się w weekendy i w czasie wolnym. W kategorii wciąż eksploatowanych rdzawych automobili najczęściej pojawiają się szwedzkie marki, chociaż można natknąć się na auta z USA, pełną powabu Alfę Romeo GTV z lat ’60 czy Citroena 2CV czy znaną z klasycznych francuskich filmów blaszankę Citroena HY.

IMG_0999

Citroen HY

Niektóre modele z lat ’50 zaliczam do mojej prywatnej kategorii Vintage. W grudniu na jednej z uliczek Södermalm natknąłem się na mocno spatynowane dostawcze Volvo P210 w pastelowym kolorze z szyldem firmy zajmującej się tapetami (zapewne orginalny szyld z lat ’60). Ktoś mógłby powiedzieć, że nie ma w tym nic niezwykłego, na jego osiedlu też stoi stary Żuk lub Wartburg. Warto dodać, że stare samochody na Söder nie „wrastają w asfalt”, często widzę je przeparkowane lub wręcz stojące w innych dzielnicach Sztokholmu.

volvo544

Volvo PV544

Krokodyl 900 Turbo lub Cabrio to „ładna rzecz”, jak powiedziałby mój tata. Nawet w Warszawie można spotkać je w całkiem dobrym stanie i nie mam na myśli jedynie spotkań Youngtimer Warsaw. Inna bajka to Saab 99 z przełomu lat ’70 i ’80. Jeszcze większym rarytasem jest Saab V4, garbate Volvo PV544 z końca lat ’50 czy przerdzewiała Amazonka lub Amazonka sedan „automatic” z lewym przednim błotnikiem innego koloru w stosunku do reszty nadwozia. W dwóch różnych miejscach wyspy parkują niemal identyczne Mercedesy W108 – jeden w wersji 250S, drugi 280SE.

w108250s

Mercedes W108 250S

Najbardziej prestiżową częścią Södermalm jest Sofo – dzielnica bohemy, w której każdy chciałby mieszkać lub przynajmniej bywać. Coś w stylu londyńskiego Portobello czy nowojorskiego Soho. Większość „klasyków” parkujących na Söder to pojazdy autochtonów. Specyfiką Sofo jest masa odwiedzających, przyjeżdżających swoimi samochodami z innych części Söder czy innych dzielnic Sztokholmu, tylko po to, by przemieszczać się z jednej modnej kawiarni do drugiej.

mustang65

Ford Mustang ’65

Ta różnorodność w obrębie Sofo pozwala na spotkanie VW Garbusa w każdej dowolnej wersji (również cabrio) z każdego roku modelowego, jaki przyjdzie nam do głowy. Z modeli spokrewnionych z Garbusem możemy spotkać doskonale zachowane Porsche 912 czy praktycznie dowolną wersję 911, od lat ’60 poprzez G50 kończąc na 964 i 993 Carrera S.

volvo210

Volvo 210

W całym Sztokholmie jest mnóstwo 911, nowych 991 lub prawie nowych 997. Sporo jest również niedocenianych przez wszystkich (poza mną) 996. W dzielnicy bohemy i hipsterskiej żulerni można znaleźć np. przepiękną Alfę Romeo Montreal zaparkowaną pomiędzy Golfami i innymi większymi lub mniejszymi produktami Volvo. Oczywiście są dzielnice bogatsze w piękne i lśniące egzotyczne produkty włoskich marek: Ferrari, Maserati czy Lambo, np. Östermalm.

mustangcabrio

Ford Mustang Cabrio

Jak na Sztokholm przystało, na każdej ulicy można znaleźć ładny kredens made by Volvo – 240 to zazwyczaj samochody młodych hipsterskich rodzin, które chcą wozić swoje potomstwo bezpiecznym autem z klasą. Nieco rzadziej występuje moja ulubiona seria 140, w szczególności dwudrzwiowa wersja 142 z przełomu lat ’60 i ’70. Oczywiście na Söder pojawiają się także pięknie odrestaurowane P1800. Najczęściej okazują się zbyt szybkie dla aparatu mojego iPhone’a.

volvo144

Volvo 144, jedyny samochód który można by potraktować jako osiedlowy wrak, pomimo to nie ma powybijanych szyb i nie jest ogołocony ze sztukaterii.

volvo244

Volvo 244

volvo240

Volvo 240

Ten wpis może nie być czymś specjalnym dla kogoś, kto nie czuje „klasycznej” motoryzacji lub ceni wszystko co nowe i drogie. Jednak dla fanów samochodów Sztokholm, a w szczególności Södermalm, może być pewnego rodzaju skansenem z żywymi, pokrytymi patyną skamielinami.

citroen2cv

Citroen 2CV

saab99

Saab 99

Więcej zdjęć ze Sztokholmu na Instagramie.

Reklamy

Rekin e-24 BMW 6

Wiosna 2014, otwarcie sezonu Youngtimer Warsaw w Rembertowie

Wiosna 2014, otwarcie sezonu Youngtimer Warsaw w Rembertowie, piękne BBS.

Pomimo iż początki produkcji „rekina” E24 (wewnętrzne oznaczenie BMW seri 6) sięgają drugiej połowy lat siedemdziesiątych (produkowano go w latach 1976-1989), jest on utożsamiany głównie z luksusem i przepychem lat 80. Podobnie jak każdy sławny samochód lat 80., również i seria „6” znalazła się w ramówce TV i niejednokrotnie przemknęła przez ekran wielu hollywoodzkich produkcji. Dla mnie najsłynniejszą rolą „szóstki” była ta u boku Cybill Shepherd i Bruce’a Willisa w serialu „Moonlighting” („Na wariackich papierach”). Z „szóstką” było u mnie zupełnie jak z Ferrari Magnuma – zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Co telewizja potrafi zrobić z dziewięciolatkiem…

Pierwsza 6 na mojej iPhonowej rolce (iPhone 3G) kwiecień 2010, piękne felgi Alpiny

Pierwsza 6 na mojej iPhonowej rolce (iPhone 3G) kwiecień 2010 Żoliborz , piękne felgi Alpiny.

„Szóstka” była prawdziwym Grand Tourerem o klasycznych proporcjach: długa maska, cztery oddzielne fotele i bagażnik mieszczący bez problemu dwa zestawy kijów do golfa (podobno samochód klasyfikuje sie jako GT w zależności od tego, ile zestawów do golfa zmieści jego bagażnik). Wszystkie „6” były wyposażane w specjalność zakładu BMW: rzędowy sześciocylindrowy silnik o różnych pojemnościach i oznaczeniach: 628csi (2.8), 630cs/csi ( 3.0), 633csi (3.2) oraz creme de la creme: 635csi/m635csi/m6 (3.5). Odział BMW Motorsport w 1983 przedstawił wersje M635csi/M6 (nazewnictwo w zależności od rynku), która miała żywcem przeszczepiony silnik z najbardziej epickiego BMW, jakie kiedykolwiek powstało, czyli M1 (E26), o mocy ponad 280 koni mechanicznych. Około 6 sekund w sprincie do 100 km/h i maksymalna prędkość ponad 250 km/h uczyniły M635 CSI postrachem autostrad.

Wrzesień 2014, środowy spot Youngtimer Warsaw pod PKP Stadion.

Wrzesień 2014, środowy spot Youngtimer Warsaw pod PKP Stadion.

 

Jak większość rasowych youngtimerow, przez ostatnie lata „szóstka” zyskała na wartości. Dziś za kwotę poniżej 5 tys. euro trudno kupić coś, co nie jest pordzewiałą padliną. W przedziale 10-20 tys. euro można kupić samochód, którym będziemy cieszyć się przez kilka ładnych lat, do momentu, w którym będzie wymagać odrestaurowania. Można kupić M635 CSI w stanie prawie fabrycznym, z przebiegiem poniżej 100 tys. kilometrów na liczniku – jego ceny zaczynają się od 40 tys. euro. Cennik profesjonalnie odrestaurowanych „6” szybuje do pułapu wcześniej zarezerwowanego dla Porsche 911. Ceny dowodzą że „6” uzyskała status pełnowartościowego klasyka, który jest pożądany i ceniony w nie mniejszym stopniu, niż Mercedes SL (W107) i wcześniej wspomniane Porsche.

BMW Motorsport, Art Cars wystawa w Zamku Ujazdowskim w CSW, E26 pomalował sam Andy Warhol.

BMW Motorsport, Art Cars wystawa w Zamku Ujazdowskim w CSW, E26 pomalował sam Andy Warhol. Wrzesień 2014.

25.10.2014 dużo „szustek” na zakończeniu sezonu YTW

IMG_5424

355 Spider z Östermalm

IMG_4176

Wracając z Djurgården, przechodziliśmy przez jedną z bardziej posh dzielnic Sztokholmu, Östermalm. W jednej z uliczek, prawie nad zatoką, zaparkowane było szare Ferrari 355 Spider(dodam tylko że na brytyjskich numerach z kierownicą po prawej), jedno z moich ulubionych „małych Ferrari” (tak nazywam wszystkich protoplastów Dino 246). Co prawda nie jestem fanem kabrioletów ale… Kiedyś mój kumpel (nie znający się na rzeczy) powiedział: „Ferrari to nie samochód, to zjawisko”. I trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem, szczególnie, że dla mnie to marka numero uno w kwestii marzeń samochodowych.

355 Spider w wersji F1 nie mogło być starsze niż z 1997 roku, do tego kolor szary metalik i czarna skóra. Właśnie wtedy rozpoczęto montować zautomatyzowaną 6-cio biegową skrzynie z łopatkami przy kierownicy – była to technologia „prawie” żywcem przeniesiona z torów F1 (gdzie „prawie”, wbrew obiegowej opinii z reklam, nie robi wielkiej różnicy).

355 w wersji Berlinetta, czyli po prostu Coupe wprowadzono do sprzedaży w 1994, rok później pojawiła się wersja GTS (nadwozie typu targa) i Spider (pełen kabriolet). Konstrukcja ta była powiewem świeżości, który okazał się niezbędny dla Ferrari, muszącego w końcu dostosować swoje konstrukcje do nowej ery lat ‘90. 6-cio biegowa skrzynia (do wyboru manualna lub sekwencyjna), płaskie, specjalnie wyprofilowane podwozie, dzięki któremu wzorem bolidów F1 przy wyższych prędkościach maksymalnie dociskać samochód do drogi. Sam silnik był istnym dziełem inżynierskiej sztuki. 3,5 litrowy V8 z pięcioma zaworami na cylinder, wykonany był z lekkich, lecz wytrzymałych materiałów (stosowanych w bolidach F1).
Jedno zdanie suchych danych technicznych: 380 koni mechanicznych, przyspieszenie 4,7 do 100 km/h i prędkość ponad 290 km/h. W roku premiery samochód ten nie miał rywala w klasie drogich samochodów sportowych, nawet w roku 1999, kiedy wyprodukowano ostatnie sztuki, żadna seryjna 911 nie miała z nim szans (Porsche 911 od zawsze było naturalnym rywalem wszystkich „małych” Ferrari). Clarkson podczas testowania 355, stwierdził że to najlepszy samochód świata i jedno z najładniejszych Ferrari EVER. Naturalnie Jeremy zmieniał zdanie każdego niedzielnego wieczoru („Top Gear”, jeśli mnie pamięć nie myli, był emitowany w BBC World o 20:30 właśnie w niedziele). Test Clarksona, słynny pościg w „Goldeneye” z Astonem Bonda i oczywiście pojawienie się w teledysku Jamiroquai „Cosmic Girl”, spowodowało że 355 ma u mnie stałe miejsce w TOP 5 Ferrari wszechczsów.