Najlepsze zakończenie wakacji EVER

A 112 Abarth

Po godzinie „lansowania” się po Mokotowie, Wilanowie i Konstancinie, czułem, że krwawią mi uszy – nieustanne redukcje Miśka nadwyrężyły mój słuch. Zaproponowałem wyjechanie poza miasto. Droga 724 pomiędzy Konstancinem-Jeziorną a Górą Kalwarią, a następnie droga 79 do Mniszewa, to nie odcinek Rajdu San Marino ale też było Epicko. Abarth A112 czy jak ktoś woli: Autobianchi lub Lancia, będący powodem mojej chwilowej utraty słuchu, nie wiedząc czemu przy około trzech tysiącach obrotów, w zależności od obciążenia silnika (podjazd/zjazd) wydawał nieznośny dźwięk, niczym borowanie udarem w ścianę działową(dopiero następnego dnia moje uszy przyzwyczaiły się do muzyki ulatniającej sie z silnika i wydechu). Misiek w końcu wrzucił piaty bieg, mogliśmy podziwiać piękne okoliczności przyrody mazowieckich sadów oraz pradoliny Wisły. Włoskie silniki lubią wysokie obroty, droga pozwoliła nam jednak ustabilizować obroty i prędkość na poziomie 80-90 km/h, zawieszenie pozwoliło nam policzyć każdą nierówność i łączenie na asfalcie i nie wymagało zwalniania przed zakrętami – odnieśliśmy wrażenie, że prawie każdy zakręt moglibyśmy przejechać na pełnym gazie. Rozkoszowaliśmy się pracą silnika i wydechu. Trudno uwierzyć, że tak melodyjną ścieżkę dźwiękową produkuje silnik o pojemności nieco ponad jednego litra i mocy 70 KM. Małe srebrne pudełko z czarną maską zdawało się kpić ze stwierdzenia, że MOC jest najważniejsza (może w przypadku Jedi), udowadniając sens cytatu Niki Laudy „Szybkie samochody są dla lamusów, dopiero ostre zakręty weryfikują umiejętności kierowcy i ich maszyn”. A może powiedział to złotousty Leszek Miller.

Prawie jak Walter Röhrl 😛

W latach 60. i 70. większość samochodów sportowych nie miało nawet 150 koni mechanicznych. Dobrym przykładem jest Porsche, którego Boxter osiąga seryjnie ponad 260 KM, Carrera z kolei 350 koni. Dzisiaj te liczby nie robią żadnego wrażenia, pamiętajmy jednak, że jeszcze w pierwszej połowie lat 60., drogowe Porsche miało zaledwie 60 do 90 KM. W tamtych latach moc „dostępnych” modeli znanych producentów samochodów sportowych jak MG, Alfa Romeo, Lancia czy Lotus oscylowała pomiędzy 70 a 130 koni mechanicznych. Lotus Elan, Cortina czy Alfa Romeo GT, Spider nie osiągały wg dzisiejszych standardów dużych mocy, jednak dzięki niskiej masie i niskim środku ciężkości, świetnie się prowadziły i do dziś uznawane są za jedne z najlepszych samochodów sportowych, jakie kiedykolwiek powstały. Oczywiście nie można zapominać, że już w swingujących latach 60. występowały drogowe rakiety z rzędowymi 6-ciocylindrowymi silnikami, w których specjalizowały się Jaguar, Maserati, Aston Martin. Ferrari i Lamborghini skupiły się na silnikach w układzie V12, niektóre z tych konstrukcji w linii prostej wywodziły się z torów wyścigowych. Jak na tamte czasy, były najwyższej klasy produktami marek, które reprezentowały.

Wróćmy do srebrnego pudełka, które pomimo, że wywodzi się z końca lat 60., nie można nazwać niefunkcjonalna zabawką. Autobianchi A112 jest funkcjonalnym 3-drzwiowym małym hatchbackiem. Samochód Miśka to wersja Abarth, która jest uznawana przez wielu za protoplastę wszystkich Hot Hatche’ów, czyli usportowionym modelem seryjnego Hatchbacka. Najsłynniejsze Hot Hatche, jakie można było spotkać na drogach to np.: Volkswagen Golf GTI, Renault 5 Turbo, Peugeot 205 GTI i nieco zapomniany Fiat Uno Turbo. Niektóre z tych modeli sprawdzały się w sporcie, z reguły w rajdach, inne dożywały swoich dni rycząc pod „wiejskimi dyskotekami” i oślepiając przechodniów pozbawionymi gustu akcesoriami, zamontowanymi przez uważających się za wybitnych tuningowców właścicieli.

Nie jest możliwe nie porównać A112 do słynnego Mini, jednakże ten ostatni to trochę inna bajka, datowana na 10 lat wcześniej. Autobianchi to tak naprawdę rozwinięcie pomysłu genialnego Aleca Issigonisa (projektanta Mini). Pod koniec lat 60. A112 był najnowocześniejszym małym samochodem – posiadał wszystko to, czego Mini nie miało i mieć nie mogło, czyli m.in. nadwozie typu hatchback z dużą otwieraną klapą bagażnika czy składaną tylną kanapę, która w prosty sposób powiększała jego pojemność. Przez lata A112 było sukcesywnie modyfikowane, modyfikacje te były jednak w dużej mierze kosmetyczne, np. typowe dla lat 60. i 70. chromowane ozdobniki zostały zastąpione morzem plastiku, jakże kochanym w latach 80.

Abarth Miśka to siódma seria Autobiachi A112 z 1985 roku w wersji skandynawskiej, kupiony w salonie Saab. Na większości rynków A112 sprzedawane było za pośrednictwem sieci dealerski Lancii i z jej znaczkiem na tylnej klapie. Produkcja Abarthów stanowiła nieco ponad 10% całkowitej sprzedaży wszystkich A112.

Kiedy Misiek dostał samochód od swojego taty, pomyślałem, że to niekoniecznie najlepszy pomysł. W pewnej mierze miałem racje. Okazało się, że trudno jest z częściami, szczególnie, że to Abarth, a nie seryjne Autobianchi. Pomimo skompletowania większości brakujących części i nadwozia, naprawa wykonana przez „fachmanów” trwała prawie pół roku. Auto było kompletne, potrzebowało jedynie mechanicznych i stylistycznych poprawek, które nie powinny przysporzyć kłopotów żadnemu doświadczonemu mechanikowi. Naszym „bohaterom” zajęło to tyle czasu, co odrestaurowanie Mercedesa 600 (jeden z najtrudniejszych do odbudowy samochodów).

Abstrahując od całej masy niedociągnięć, z jakimi samochód został wydany z „serwisu”, muszę pochylić czoła przed inżynierami Abartha (tymi oryginalnymi z lat 60.). W prostych słowach: zawieszenie zostało usztywnione, a silnik rozwiercony. Plus dedykowany układ wydechowy i mamy przepis na małego ścigacza, który dzięki masie około 700 kilogramów, przyspiesza do 100 km/h w czasie trochę ponad 10 sekund i osiąga prędkość ponad 160 km/h (liczby te były oszałamiające w tamtych czasach, szczególnie w klasie super mini, czyli małych miejskich wozidełek).

Gdyby był to Mercedes, opis można by zamknąć w trzech słowach: najgorszy samochód świata. Ever. Na szczęście nie chodzi o turystyczną limuzynę, tylko o mały, włoski, prawie wyczynowy samochodzik, który musi być ciasny, głośny i podskakiwać na każdej nierówności. Dźwięk Abartha balansuje pomiędzy zachrypniętym Porsche 911, a jakimś bliżej nieokreślonym modelem Ferrari z silnikiem w układzie V.

Kawa i Samochody wrzesień 2014 Powiśle, DB9 i Stacja Mercedes na drugim i trzecim planie

To był najlepszy weekend tego lata (nie licząc urodzinowego weekendu z moja dziewczyną w Sztokholmie, rzecz jasna). Jeździliśmy 2 dni, zrobiliśmy kilkaset kilometrów, by można było wymienić olej, przed startem w 3 Krakowskim Rajdzie Historycznym, który miał się odbyć w przyszłym tygodniu. Drugiego dnia jeździliśmy od Saskiej Kępy po Żoliborz – byliśmy na przedpołudniowym spotkaniu „Kawa i Samochody” na Powiślu, gdzie Abarth dumnie prezentował się obok takich klasyków jak BMW 635CSi, Alfy Spider czy Jaguara XJS-a (niestety z paskudnymi przednimi światłami od wersji USA). Najlepszą ścieżkę dźwiękową udało się nam uzyskać w słynnym tunelu pod Wisłostradą, redukując i ostro wchodząc na wysokie obroty (ponad 6 tysięcy). Wieczorem Abarth miał swój debiut na Youngtimers Warsaw (niedzielne wydanie na Skarpie, g. 19). Pomimo, że Miś planował pojawić się wiosną na otwarciu sezonu, udało mu się dopiero w ostatni weekend wakacji.

Youngtimers Warsaw

W środę pojawiliśmy się pod dworcem PKP Stadion i stanęliśmy obok Saaba Soneta V4 – wyglądaliśmy bardzo rasowo. Już pod koniec tygodnia słynna rajdowa rodzina Bujańskich zajęła pierwsze miejsce w klasie Gość i 14-ste w klasyfikacji generalnej na 40 startujących ekip.

Mistrz na lawecie, tipical italian 🙂

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s